Żył w ziemi US człowiek imieniem Hiob. Był to mąż sprawiedliwy, prawy, bogobojny i unikający zła. Księga Hioba 1,1 1042051+8

Zabierz, Panie, całą moją wolność, moją pamięć, mój rozum i całą moją wolę, wszystko, co mam i co posiadam. Ty mi to, Panie, dałeś, Tobie to zwracam. Wszystko jest Twoje. Rozporządzaj tym według Twojej woli. Daj mi tylko Twoją miłość i łaskę, a to mi wystarczy. Amen. Św.Ignacy Loyola


"Dlaczego antykoncepcja jest złem?"

Nie wiem jak zacząć ten temat, bo jest to temat trudny Nauka Kościoła na ten temat jest dla wielu osób niezrozumiała i podobno niewielki procent katolików jej przestrzega. Oczywiście jest wiele innych tekstów na ten temat, poczynając od encyklik papieskich: Humanum Vitae Pawła VI i Evangelium Vitae Jana Pawła II, przez Katechizm Kościoła Katolickiego, niedawno ogłoszony dokument Kongregacji Nauki Wiary: „Uwagi dotyczące projektów legalizacji prawnej związków między osobami homoseksualnymi” , do niezliczonej ilości tekstów na Internecie, zajmujących się bezpośrednio lub pośrednio tym zagadnieniem. Wyżej wymieniony dokument zajmuje się raczej związkami homoseksualnymi a nie antykoncepcją, ale wiele argumentów jest słusznych w obu przypadkach, gdyż oba związki, homoseksualny i heteroseksualny stosujący środki antykoncepcyjne, z założenia zamykają drogę powstaniu nowego życia. Mam nadzieję, że z Bożą pomocą uda mi się tu troszkę inaczej spojrzeć na problem antykoncepcji. Równocześnie gorąco zachęcam do przeczytania encyklik papieskich i katechizmu, ten tekst na pewno ich nie zastąpi.

Zaczynam więc…tylko, że nie bardzo wiem gdzie… a jak nie wiadomo gdzie, to trzeba zacząć od początku. W tym przypadku początkiem będzie Genesis, Księga Rodzaju. Gdy się bliżej przyjrzymy językowi, jaki tam jest stosowany, zauważymy, że Bóg występuje w liczbie pojedynczej, aż do momentu stworzenia człowieka…I tu staje się coś dziwnego…nagle zmienia się forma gramatyczna I Bóg mówiąc o stworzeniu na swój obraz przemawia w liczbie mnogiej…zobaczmy sami:

Rdz 1,26-28:

A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka a Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!
Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.
Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi.

Dwie rzeczy nas tu powinny uderzyć… pierwsze to to, ze Bóg jest w liczbie mnogiej I stwarzając coś na swoje podobieństwo, stworzył człowieka tez w liczbie mnogiej.: . „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.” Druga rzecz, to błogosławieństwo Boże: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”.

Nasz papież powiedział kiedyś, ze Bóg jest rodziną. Nie, ze jest on jak rodzina, podobny do rodziny…tylko , ze jest rodziną, gdyż zawiera w sobie elementy tę rodzinę tworzące, Ojca, Syna i to, co jest istotą łączącą ich razem w rodzinę, ich wzajemną miłość, Ducha Świętego, który jest tak realną miłością, że sam jest także osobą. Na dodatek Bóg zawsze tą rodziną był, nie było takiego momentu, kiedy Bóg rodziny nie tworzył… I jak stworzył człowieka na swój obraz, stworzył go właśnie jako mężczyznę i niewiastę, którzy staną się jednym do tego stopnia, ze owoc tego zjednoczenia, tej miłości będzie po upływie 9 miesięcy tak realny, że trzeba mu będzie dać imię…

Posiadanie dziecka jest zawsze w Biblii przedstawione jako błogosławieństwo. Nie ma przykładu na to, ze w którymś momencie dzieci staja się przekleństwem. Wprost przeciwnie, właśnie brak potomstwa zawsze jest pokazywany jako czy to kara Boża, czy brak bożego błogosławieństwa. Przykładów są tysiące, wystarczy przeczytać historie Abrahama I jego żony Sary, czy Jakuba i zmartwienia Rebeki, czy tez, jaka kara spotkała Dawida za grzech, którego się dopuścił z Batszebą. Jak pamiętacie, Dawid podglądną kąpiąca się kobietę, spodobała mu się ona, wiec ją zaprowadził na pokoje…zresztą najlepiej jak sama Biblia nam to opowie:

2 Sm 11,2-5:

2. Pewnego wieczora Dawid, podniósłszy się z posłania i chodząc po tarasie swego królewskiego pałacu, zobaczył z tarasu kąpiącą się kobietę. Kobieta była bardzo piękna.
3. Dawid zasięgnął wiadomości o tej kobiecie. Powiedziano mu: To jest Batszeba, córka Eliama, żona Uriasza Chetyty.
4. Wysłał więc Dawid posłańców, by ją sprowadzili. A gdy przyszła do niego, spał z nią. A ona oczyściła się od swej nieczystości i wróciła do domu.
5. Kobieta ta poczęła, posłała więc, by dać znać Dawidowi: Jestem brzemienna.

Dawid wpadł w panikę, wezwał Uriasza I chciał, żeby on odwiedził żonę…I wiecie, było by na niego, ale:

2 Sm 11,11:

Uriasz odpowiedział Dawidowi: Arka, Izrael i Juda przebywają w namiotach, podobnie też i pan mój, Joab, wraz ze sługami mego pana obozują w otwartym polu, a ja miałbym pójść do swojego domu, aby jeść, pić i spać ze swoją żoną? Na życie Pana i na twoje, czegoś podobnego nie uczynię.

Dawid wiec podstępnie wysłał Uriasza w najgęstszy wir walk I kazał jego towarzyszom go tam zostawić na pewną śmierć. Prorok Natan odwiedził później króla Dawida I opowiadając mu przypowieść o bogaczu i biedaku, który miał jedna owieczkę, uświadomił mu, jak wielkiego grzechu się on dopuścił. Przytoczę tu tę przypowieść, bo jest ona naprawdę piękna i pouczająca:

2 Sm 12,1-7:

1. Pan posłał do Dawida proroka Natana. Ten przybył do niego i powiedział: W pewnym mieście było dwóch ludzi, jeden był bogaczem, a drugi biedakiem.
2. Bogacz miał owce i wielką liczbę bydła,
3. biedak nie miał nic, prócz jednej małej owieczki, którą nabył. On ją karmił i wyrosła przy nim wraz z jego dziećmi, jadła jego chleb i piła z jego kubka, spała u jego boku i była dla niego jak córka.
4. Raz przyszedł gość do bogacza, lecz jemu żal było brać coś z owiec i własnego bydła, czym mógłby posłużyć podróżnemu, który do niego zawitał. Więc zabrał owieczkę owemu biednemu mężowi i tę przygotował człowiekowi, co przybył do niego.
5. Dawid oburzył się bardzo na tego człowieka i powiedział do Natana: Na życie Pana, człowiek, który tego dokonał, jest winien śmierci.
6. Nagrodzi on za owieczkę w czwórnasób, gdyż dopuścił się czynu bez miłosierdzia.
7. Natan oświadczył Dawidowi: Ty jesteś tym człowiekiem. To mówi Pan, Bóg Izraela: Ja namaściłem cię na króla nad Izraelem. Ja uwolniłem cię z rąk Saula.

Króla Dawid nawrócił się, Bóg mu przebaczył winy, ale każdy grzech ma swoje konsekwencje… przebaczenie boże nie przywróciło życia Uriaszowi i jako karę Bóg zabrał Dawidowi syna będącego owocem tego związku:

2 Sm 12,14:

lecz dlatego, że przez ten czyn odważyłeś się wzgardzić Panem, syn, który ci się urodzi, na pewno umrze.

Widzimy wiec, ze nawet dziecko urodzone w wyniku związku, który nie jest uświęcony i prawy w oczach Boga jest błogosławieństwem, a zabranie tego dziecka jest bożą karą. Dawid robił, co było w jego mocy, żeby to dziecko uratować:

2 Sm 12,16:

Dawid błagał Boga za chłopcem i zachowywał surowy post, a wróciwszy do siebie, całą noc leżał na ziemi.

Dziecko zmarło jednak. Skoro jesteśmy przy królu Dawidzie, przyjrzyjmy się innej jego żonie, Mikal i co ją spotkało, gdy się wyśmiewała z męża. Oczywiście karę poniosła nie za wyśmiewanie się z męża, ale dlatego, ze wyśmiewała się z jego radości z odzyskania Arki Przymierza.:

2 Sm 6,20-23:

20. Wrócił Dawid, aby wnieść błogosławieństwo do swego domu. Wyszła ku niemu Mikal, córka Saula, i powiedziała: O, jak to wsławił się dzisiaj król izraelski, który się obnażył na oczach niewolnic sług swoich, tak jak się pokazać może ktoś niepoważny.
21. Dawid odpowiedział Mikal: Przed Panem, który wybrał mnie zamiast ojca twego i całej twej rodziny i ustanowił mnie wodzem ludu Pańskiego, Izraela, przed Panem będę tańczył.
22. I upokorzyłbym się jeszcze bardziej. Choćbym miał się poniżyć w twoich oczach, to u niewolnic, o których mówisz, sławę bym jeszcze zyskał.
23. Mikal, córka Saula, była bezdzietna aż do czasu swej śmierci.

Znowu karą jest bezdzietność…Biblia jest tu konsekwentna. I zawsze im więcej dzieci tym lepiej. Czy to będzie obietnica Boga dana Abrahamowi:

Rdz 22,17:

będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół.

czy tez psalm 127:

3. Oto synowie są darem Pana, a owoc łona nagrodą.
4. Jak strzały w ręku wojownika, tak synowie za młodu zrodzeni.
5. Szczęśliwy mąż, który napełnił nimi swój kołczan. Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał z nieprzyjaciółmi w bramie.
Czy tez następny:

Ps 128,3-6:

3. Małżonka twoja jak płodny szczep winny we wnętrzu twojego domu. Synowie twoi jak sadzonki oliwki dokoła twojego stołu.
4. Oto takie błogosławieństwo dla męża, który boi się Pana.
5. Niechaj cię Pan błogosławi z Syjonu, oglądaj pomyślność Jeruzalem przez całe swe życie.
6. Oglądaj dzieci twoich synów. Pokój nad Izraelem!

Oczywiście, ze można by znaleźć w Biblii I takie zdanie, ze lepiej być bezdzietnym.. ale wyrywając werset z kontekstu można przy pomocy Biblii udowodnić niemalże wszystko. Piękno nauki Kościoła Katolickiego polega na tym, ze nie ma w całym Słowie Bożym żadnego wersetu, który musielibyśmy wmiatać pod dywan. Syrach pisze:

Syr 17,1-3:

1. Nie pragnij wielkiej liczby dzieci, jeśliby miały być przewrotne, ani nie chwal się synami bezbożnymi!
2. I chociażby byli liczni, nie chełp się nimi, jeśli bojaźni Pańskiej nie mają.
3. Nie licz na ich życie ani nie zwracaj uwagi na wielką ich liczbę! Więcej bowiem może znaczyć jeden niż tysiąc i lepiej umrzeć bezdzietnym, niż mieć dzieci bezbożne.

Ale ten fragment porusza inny problem, problem niewiary. Żeby miał on sens, zakłada to, ze wszyscy właśnie uważają dużą ilość dzieci za błogosławieństwo. Syrach tego wcale nie neguje, tylko zwraca uwagę na to, żeby się tym nie chełpić, trzeba te dzieci też wychować I jak to się nam uda, to wtedy mamy powód do dumy.

W historii ludzkości zawsze zresztą tak do tego podchodzono. Nikt się nie martwił tym, ze ma kolejne dziecko i jeszcze w początkach 20. wieku ludzie bardzo by się zdziwili, jakby ktoś uważał rodzinę mającą, powiedzmy, piątkę dzieci za dużą. Dopiero druga polowa ubiegłego stulecia przyniosła zmiany i nagle wszyscy się martwią, co to będzie, gdy się nam drugie i trzecie urodzi…właśnie…co będzie? Zabraknie pieniędzy na lepszy samochód? Na wczasy zagraniczne? Nagle zamieniliśmy Boże błogosławieństwo na materialne dobra i nie możemy się nadziwić, czemu, jako społeczeństwo, jesteśmy tacy nieszczęśliwi.

Mt 6,24:

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.

Cala nasza argumentacja jest postawiona na głowie. Tymczasem Bóg nas uczy inaczej: Mt 6,31-33:

31. Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać?
32. Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.
33. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.

Tak się składa, ze właśnie wśród moich znajomych ci, którzy pochodzą z rodzin wielodzietnych i ci, którzy maja dużo dzieci są najszczęśliwsi, mimo, że czasem rzeczywiście muszą dobrze pooglądać każdą złotówkę, zanim ją wydadzą. Ale bieda z Bożym błogosławieństwem jest zawsze dużo lepsza niż bogactwo bez tego błogosławieństwa… nie mówiąc już o tym, ze w porównaniu do minionych wieków biedy teraz praktycznie nie ma, a jeżeli jest, to nie dlatego, ze ktoś ma dużo dzieci, przyczyna jest zawsze inna: alkoholizm, społeczne nieprzystosowanie spowodowane np. chorobą umysłową, czy tez niedoskonałość systemu opieki społecznej. Antykoncepcja czy aborcja i tak niewiele by w takiej sytuacji zmieniła.



Jezus podniósł rangę małżeństwa do sakramentu. Współżycie miedzy małżonkami jest w związku z tym święte. Wiele fragmentów Biblii, i to zarówno Stary Testament jak i nowy, pokazuje nam, ze współżycie seksualne jest nieodłącznym elementem tego związku, niejako jego widocznym znakiem, w pewnym sensie spoiwem całego małżeństwa. A jeżeli małżeństwo jest sakramentalne i święte, to i spoiwo jest takie, a więc każde naruszanie naturalnego porządku rzeczy jest świętokradcze. Zwróćcie uwagę na te fragmenty Biblii:



Rdz 2,24:

24. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.

Mt 19,5:

I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem.

Ef 5,31-33:

31. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem.
32. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.
33. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża!

I tak, jak by nam przykładowo nawet nie przyszło do głowy podchodzić bez właściwego szacunku do konsekrowanej hostii, tak i do współżycia seksualnego powinniśmy podchodzić jak do czegoś świętego. I wcale tu nie przesadzam wiele robiąc to porównanie. Oczywiście, że wiem, ze konsekrowana hostia jest Bogiem Żywym, Ciałem i Krwią, Duszą i Bóstwem Jezusa, ale np. święty Paweł uczy:

1 Kor 6,16-20:

16. Albo czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą, stanowi z nią jedno ciało? Będą bowiem - jak jest powiedziane - dwoje jednym ciałem.
17. Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem.
18. Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy.
19. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?
20. Za /wielką/ bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!

Czyli grzech nieczystości, czy to będzie zdrada małżeńska, czy ingerowanie w sam mechanizm, że tak nieelegancko powiem, współżycia, jest dużo głębszym naruszeniem porządku moralnego niż nam by się mogło pozornie wydawać. Nie jest to tylko grzech przeciw współmałżonkowi, ale ranimy tu bezpośrednio i osobiście samego Boga.

Zresztą tu musze powiedzieć cos o samych przykazaniach. Bóg nie jest złośliwym starcem, który dal nam kupę zakazów, żeby nam zepsuć zabawę. Przykazania są po to, żeby nam uratować życie. I to życie wieczne. Tak jak w życiu codziennym musimy przestrzegać pewnych przepisów, bo sami widzimy, że gdyby nie one, nie bylibyśmy w stanie funkcjonować i stracilibyśmy życie doczesne, (jako przykład podam tu może przepis mówiący, ze musimy jeździć prawą stroną jezdni), tak samo jest w naszej duchowej sferze życia. Przykazania Boże pokazują nam jak postępować, żeby nie stracić życia wiecznego i powinniśmy Bogu zaufać nawet, jak nie widzimy jasno dlaczego tak a nie inaczej powinno być. I nie ma co tu dyskutować z Bogiem, ani ignorować samych przepisów. To tak, jakbyśmy chcieli zignorować prawo grawitacji ziemskiej i wyskoczyli z balkonu wieżowca. Nic byśmy nikomu nie udowodnili, to prawo grawitacji nam by coś udowodniło i dało nam lekcję. A jak ktoś się ze mną tu nie zgadza…cóż. Niech się rozejrzy po współczesnym świecie, niech poogląda wiadomości i poczyta gazety. Człowiek myślał, ze ma lepszy pomysł niż Bóg i niestety spróbował tego pomysłu i dalej próbuje…Konsekwencje wszyscy ponosimy. I im więcej mamy wolności, tym bardziej jesteśmy zniewoleni.

W ten sposób doszedłem do innego aspektu stosowania środków antykoncepcyjnych, zmiany całej kultury, podejścia do seksu i zwiększonej ilość zabójstw dzieci nienarodzonych. Wiem, ze niektórzy teraz zapytają: Jak to, przecież to właśnie pigułka uchroniła wiele dzieci przed poczęciem, a wiec i przed aborcja… cóż, niestety prawda jest akurat inna.

Zajmę się w kilku zdaniach samą pigułką. Nie jestem ani lekarzem, ani tez specjalnie się w tym temacie nie orientuje, ale to, co wiem, wystarczy, żeby nie pozwolić mi milczeć. Otóż pigułki, przynajmniej niektóre, maja działanie trójstopniowe, pierwsza bariera to hormony powodujące zanik jajeczkowania, druga to uniemożliwienie zagnieżdżenia się zapłodnionej komórki w odpowiednim miejscu, trzecia to zabicie tej komórki. Powodem takiego działania jest to, ze ilość hormonów w pigułce musi być ograniczona, żeby uniknąć działań ubocznych, wiec jej skuteczność cierpi na tym… stąd to potrójne zabezpieczenie. Ale krok drugi i trzeci to nic innego, tylko wczesna aborcja. I naprawdę nie ma znaczenia to, ze płód ma dopiero kilka minut życia… nie wiemy, kiedy dziecko otrzymuje duszę nieśmiertelną i doprawdy nie ma żadnych podstaw do tego, aby uważać, ze następuje to w innym, późniejszym momencie, niż powstanie osobnego organizmu, osobnego DNA, pierwszej komórki, która zaczyna się dzielić, a wiec żyje. Argument, ze taki organizm nie mógłby istnieć poza organizmem matki, bo by nie przeżył jest śmieszny… moje dzieci tez poza domem nie przeżyłyby nawet tygodnia, choć maja już 11 i 13 lat… a nikt nie neguje tego, ze one są ludźmi.

Powszechność używania pigułki spowodowała też to, że seks stal się formą rekreacji. Nie jestem naiwny i nie uważam, że dawniej nie było pozamałżeńskich przygód, czy współżycia przed ślubem. Ale współżyjąc przed ślubem narzeczeni zwykle zakładali, że gdyby z tego związku narodziło się dziecko, przyspieszą ślub i je wspólnie wychowają. Natomiast związki pozamałżeńskie zawsze były jakimś wyjątkiem, na dodatek trzymanym w ścisłej tajemnicy i potępianym przez zdecydowaną większość społeczeństwa. Rozpowszechnienie pigułki spowodowało to, ze ludzie traktują seks jak taką samą rozrywkę jak np. kino, czy dyskotekę. Po prostu teraz okazało się, ze w zasadzie nie ma żadnych konsekwencji takiego postępowania, przynajmniej nie widać ich od razu, wiec dlaczego nie? Problem polega tylko na tym, że konsekwencje są dużo bardziej poważne niż to widzimy na pierwszy rzut oka. Poza tym, gdyby nawet tak było, że zażywanie środków antykoncepcyjnych jest idealnym rozwiązaniem, nie powinniśmy zapominać, że pigułka jest skuteczna tylko wtedy, jak jest zażyta.

Abstrahując tu od innych aspektów, które poruszyłem wcześniej, pigułka nie jest wcale tak skuteczna, jak nam to media i lekarze wmawiają, gdyż nie zawsze są zażywane. Moja 13- letnia córka jest chora na astmę i codziennie musi zażywać lekarstwo, od wielu lat. I codziennie jest problem, czy zażyła, czy zapomniała. Moja żona zażywa lekarstwo na obniżenie ciśnienia. I od czasu do czasu wysypuje zawartość słoiczka, licząc pastylki, żeby zobaczyć ile jest i w ten sposób sprawdzić, czy już zażyła. Mój tata, który potrzebuje wielu lekarstw ma specjalne pudełeczko, z siedmioma przegródkami i raz w tygodniu wsypuje w każdą przegródkę lekarstwa na każdy dzień, gdyż w ten sposób wie, czy zażył… Kobiety zażywające pigułki antykoncepcyjne nie różnią się od mojej rodziny pod tym względem ( w której to ja nie mam w ogóle głowy do pamiętania L). Według amerykańskich statystyk polowa kobiet zgłaszających się do klinik przerywających ciąże , była na pigułkach… to jest wielka liczba, 4500 dziennie… półtora miliona dzieci rocznie. W zamachu na World Trade Center zginęło mniej ludzi niż codziennie jest zabijanych w młynach aborcyjnych Stanów Zjednoczonych… i gdyby nie fałszywe poczucie bezpieczeństwa, ze pigułka zadziała, być może dzieci tych byłoby połowę mniej. Zapewne wiele z tych kobiet miało fałszywe poczucie bezpieczeństwa, pewność, że ich przygoda nie będzie miała żadnych trwałych i widocznych skutków, a gdy okazało się, ze są w ciąży, nie widziały innego wyjścia niż aborcja.

Tu jeszcze jedna sprawa, niejako na marginesie, argument może nie przeciw antykoncepcji, ale aborcji. Na nowonarodzone dziecko czeka wiele rodzin w Stanach Zjednoczonych, aby je zaadoptować. Mimo, ze koszty z tym związane są bardzo wysokie, nie przeszkadza im to, gdyż coraz więcej małżeństw ma problemy z uzyskaniem własnego potomstwa. Naprawdę nie ma żadnych podstaw do tego, żeby aborcja była legalna…, ale to już może temat na inny dzień.

Sami wiec widzicie, ze jakby na ten aspekt nie spojrzeć, nie można uznać, że antykoncepcja jest rzeczą dobrą. Czy to jest aspekt społeczny, czy teologiczny, nie da się tego usprawiedliwić. Do lat 30. poprzedniego stulecia wszystkie kościoły chrześcijańskie jednoznacznie potępiały ten proceder. Przełom nastąpił 70 lat temu w kościele anglikańskim i był on potępiany przez wszystkie inne rodzaje kościołów…, ale później, pod wpływem nacisków wiernych, jeden po drugim odchodziły od tej nauki. W tych kościołach często o doktrynach wiary czy moralności decydują glosowania wiernych i ja pewny jestem, ze gdyby Kościół Katolicki przeprowadził glosowanie, pewnie i tu wynik takiego referendum byłby za antykoncepcją. Ale Kościół nie jest republiką tylko Królestwem, i nikt nie ma prawa zmieniać tego, co Bóg ustanowił. Nauka o niemoralności środków antykoncepcyjnych jest zgodna z przesłaniem, jakie nam daje Biblia, z tradycją chrześcijaństwa i zmiana zwyczajów, jaka nastąpiła w ostatnich latach nie jest żadnym powodem, dla którego nauczanie Kościoła powinno się zmienić. Jeżeli już, to wprost przeciwnie, Kościół powinien tym bardziej teraz wyjaśniać i uczyć, dlaczego powinno być tak, a nie inaczej.

Z nauki tej wynika też jednoznacznie niemożność pogodzenia związków homoseksualnych z przesłaniem biblijnym. Związki takie są jednoznacznie potępione w Biblii (Rz 1,24-27; 1 Kor 6,10; 1 Tm 1,10 ), gdyż związek taki, podobnie jak związek heteroseksualny stosujący środki antykoncepcyjne, wyklucza nawet teoretyczną możliwość powstania życia.

Oczywiście ta nauka Kościoła wcale nie oznacza, że każda rodzina powinna mieć po kilkanaście dzieci. Bóg w swej mądrości dał człowiekowi możliwość współdziałania z nim w planowaniu wielkości swej rodziny. Ale jest zasadnicza różnica między naturalnym planowaniem a stosowaniem środków sztucznych. Naturalne planowanie jest jakimś oddaniem się Bożej Opatrzności, zawierzeniem Bogu, ze zgadzamy się na to, co On nam przyszykował. Wymaga także wzajemnego szacunku i współpracy współmałżonków. Powiększa miłość miedzy nimi, uniemożliwia traktowanie współmałżonka jak przedmiotu, zwłaszcza traktowanie takie żony przez męża. Aż dziw, ze to właśnie organizacje wojujących feministek są największym wrogiem tej nauki, gdzie właśnie kobieta dzięki niej najwięcej korzysta.

Statystyki amerykańskie pokazują, że połowa małżeństw kończy się rozwodem, Niestety, różnica między chrześcijanami i osobami niewierzącymi jest bardzo niewielka, dotyczy to także chrześcijan-katolików. Z jednym wyjątkiem. Te małżeństwa, które stosują się do nauki Kościoła i stosują tylko naturalne metody planowania rodziny mają mniej niż pięcioprocentowy wskaźnik rozwodów. Choćby ten fakt powinien być wystarczającą zachętą dla małżeństw do spróbowania przestrzegania tej nauki Kościoła.

Problem przeludnienia. Innym argumentem za antykoncepcją jest „fakt”, że jest nas za dużo na Ziemi , grozi nam przeludnienie i głód i dla dobra przyszłych pokoleń musimy cos z tym zrobić. Cóż, znowu argument nieprawdziwy, demagogiczny i nie oparty na żadnych faktach. Według planów panikujących organizacji feministycznych i innych z lat 60-ych powinno nas już być dużo więcej… a tymczasem ludności wcale tak nie przybywa jak myślano. U to wcale nie dlatego, ze w Chinach wprowadzono drakońskie metody, łącznie z przymusowymi aborcjami. Ludzi na świecie jest tyle, ze gdyby wszystkich ustawić koło siebie, ramię przy ramieniu, zajęlibyśmy kwadrat o boku 50 km. Jedno małe województwo sprzed reformy administracji. I ja tu nie mowie o ludności Polski, ale całego świata. Reszta naszej planety byłaby pusta… Problemem naszym nie jest zbyt wielka ilość ludzi, ale zbyt mała. Afryka potrzebuje milionów osób, żeby móc pokonać trudności przed nią się piętrzące, a tymczasem grozi jej totalne wyludnienie z powodu epidemii AIDS, Europa i Północna Ameryka mają już ujemny przyrost naturalny, rządy wielu krajów płacą swym rolnikom za nieuprawianie ziemi, bo nie wiadomo, co robić z nadwyżkami żywności, głód, który panuje w różnych regionach świata nie jest spowodowany nadmiarem ludzi, ale złą polityką miejscowych rządów lub konfliktami wojennymi.

Jakby więc nie spojrzeć na to zagadnienie, nie da się uzasadnić potrzeby stosowania środków antykoncepcyjnych. Wprowadzenie ich spowodowało wiele zła, zmianę całej naszej kultury, rozpad rodzin, tragedie w wielu domach, których ofiarami są właśnie najczęściej niewinne dzieci i kobiety. Pigułka która obiecuje kobiecie wolność, zrobiła z niej niewolnicę, zabawkę w rękach mężczyzny, pozbawiła szacunku i spowodowała, ze przestała ona być dla wielu świętością, kimś niezwykłym, niepokalanym niemalże, nie stosuje tu tego słowa w teologicznym znaczeniu, chodzi mi raczej o to codzienne znaczenie… zapytajcie swoich dziadków, jak dwa pokolenia temu odnoszono się do kobiet…jaka różnica teraz. Dawniej nikomu nie przyszło nawet do głowy, żeby w towarzystwie kobiety siedzieć, gdy ona stała, żeby ręce trzymać w kieszeni, palić papierosa, zakląć… teraz „wszystko chodzi”, a tą palącą, klnącą osobą z rękami w kieszeniach często jest właśnie sama kobieta.

Wiem, że to, co tu napisałem, wzbudzi u niektórych tylko uśmiech politowania i że będą uważać, ze ja gotów jestem obciążyć pigułki antykoncepcyjne winą za reformę szkolnictwa, bezrobocie, katastrofę Columbii i wysokie stopy procentowe, ale wcale tak bardzo nie przesadziłem, może z rękami kieszeniach troszeczkę, ale powszechność środków antykoncepcyjnych miała i dalej ma znaczący i negatywny wpływ na naszą kulturę ( czy tez jej brak) życia codziennego.

Poruszyłem tu tylko niektóre zagadnienia tego problemu, może żeby zachęcić do szerszego szukania… wiele materiałów jest na katolickich stronach, na przykład na apologetyce:

http://apologetyka.katolik.net.pl/index.php?option=com_search&Itemid=27 i wystarczy wpisać w wyszukiwarkę slowo "antykoncepcja".

Ja tylko chciałem wykazać, że nie jest prawdą to, co wiele osób uważa za pewnik, że Kościół się myli ucząc, że antykoncepcja jest zła. Na pewno nie pokazałem wszystkich aspektów tej nauki, zajęłoby to wiele miejsca, jest to materiał na książkę, ale może uda mi się kogoś zachęcić do poszukiwania… a wtedy uznam moje zadanie za spełnione.

Na koniec jeszcze kilka uwag. Nie jestem żadnym ekspertem, ani teologiem, jestem jednym ze zwykłych członków Kościoła. Mogę się mylić, mogłem tu popełnić jakieś błędy. Cały ten tekst jest moją prywatną opinią, jeżeli ktoś znajdzie jakieś nieścisłości, lub nie będzie się ze mną zgadzał, chętnie usłyszę ten krytycyzm. (Jak ktoś koniecznie chce nie mieć racji, nie mogę mu tego odmówić ;) ). Wszyscy się tu uczymy. Mój adres mailowy jest na głównej stronie, zapraszam do pisania, albo do zaczęcia tematu antykoncepcji na FORUM. I zapraszam jeszcze raz do głębszego poznania nauki Kościoła, bo ma ona dużo sensu, zapewniam Was. A jeżeli Was do tego nie przekonałem, tym bardziej uważam, ze powinniście przeczytać dokumenty Kościoła, może one tego dokonają skuteczniej niż ja.

Hiob, Nowy Jork, 6. sierpnia 2003, święto Przemienienia Pańskiego.

 [1] 

Powrót

Dzisiaj jest

sobota,
23 września 2017

(266. dzień roku)

Zegar

Jestem z wami.

Święta

Sobota, XXIV Tydzień zwykły Rok A, I Wspomnienie św

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Wyszukiwanie

Sonda

Czy modlisz się modlitwą różańcową?

sporadycznie

wcale

codziennie


Licznik

Liczba wyświetleń:
2475500