Zaufanie Bogu
Modlitwa, powiada Ewagriusz z Pontu, prowadzi do zaufania: "Kiedy naprawdę się modlisz, wtedy rodzi się w tobie głębokie uczucie zaufania. Aniołowie będą ci towarzyszyli, objawiając sens całego stworzenia" (O modlitwie 80). Sama modlitwa jest już wyrazem zaufania. W modlitwie to zaufanie Bogu również wzrasta. Wielu ludzi modli się o to, by Bóg udzielił im tego zaufania. Wydaje się im, że Bóg powinien obdarować ich nim z zewnątrz.

Zaufanie jednak musi wzrastać. Wzrasta kiedy się w nim ćwiczymy. Z zaufaniem do Boga jest tak, jak z zaufaniem do człowieka. Kiedy ufam człowiekowi, rośnie moje zaufanie do Boga. Kiedy jednak nie mam do kogoś zaufania, zamykam się w sobie. Mogę wtedy nawet bardzo prosić o to, abym potrafił zaufać. Jeśli nie potrafię udzielić drugiemu człowiekowi najmniejszego kredytu zaufania, nigdy nie zrodzi się ono we mnie.

Ufność Bogu uwalnia mnie od przepełnionego lękiem kurczowego trzymania się samego siebie. Nie oznacza ona jednak, że wszystko będzie dla mnie miało pomyślny koniec, że Bóg uchroni mnie przed wszystkimi problemami. Byłoby to bardzo naiwne podejście do zaufania. Zaufanie oznacza raczej: nie mam żadnej gwarancji, że wszystko mi się uda, że nie będzie problemów, że będę zawsze zdrów, że nie spotka mnie żaden nieszczęśliwy wypadek. Jednak Bóg nigdy nie wypuści mnie ze swoich rąk. A temu, co we mnie najistotniejsze, nie może się nigdy nic złego przytrafić. Ponieważ moje prawdziwe ja jest w pełnym dobroci ręku Boga. Nawet śmierć nie jest w stanie mnie z niej wyrwać. Jestem w pełnym dobroci ręku Boga nawet w chorobie czy w śmierci. Muszę to zawsze mieć przed oczyma, wtedy moje zaufanie będzie rosło.

Zaufanie nie oznacza, że nie będzie we mnie więcej żadnego lęku. Niektórzy sądzą, że chrześcijaninowi nie wolno się nigdy lękać. Musi on całą swoją ufność pokładać w Bogu. Wtedy lęk zniknie. Jest to jednak brak realizmu. Zawsze poruszamy się pomiędzy tymi dwoma biegunami: lęku i zaufania. Zaufanie jest zawsze kolejnym przezwyciężeniem lęku. Nie dzieje się to jednak poprzez wyparcie lęku, ale poprzez przyjęcie lęku i pozwolenie sobie na strach. Wtedy mogę z moim lękiem wejść w kontakt i porozmawiać. Mimo całego mego zaufania, ciągle jeszcze lękam się wypadku czy ciężkiej choroby. Przeciwstawianie się temu lękowi nie ma sensu. Wtedy byłbym skoncentrowany na swoim lęku. Rozmawiam z moim lękiem, zdaję sobie pytanie, jaki on właściwie jest i czego dotyczy. Mogę wtedy przyznać: tak, boję się. Jednocześnie wiem, że wraz z moim lękiem trwam w Bogu. Wyobrażam sobie, że spotyka mnie to, czego tak się lękam, na przykład, że mam raka. Wtedy przedstawiam ten swój lęk Bogu. Rozmawiam z Bogiem o tym lęku. Wtedy na gruncie mego lęku wyrasta głębokie zaufanie, że również wtedy pozostanę w ręku Boga, że długość mego życia jest czymś względnym.

Jeśli przestanę walczyć ze swoim lękiem, może on ulec przemianie w głębokie zaufanie. Na gruncie własnego lęku nie wpadam w jakąś przepaść, lecz w rzeczywistość Boga. Tam na samym dnie, gdzie już nie mam niczego, Bóg trzyma mnie pełen dobroci w swoim ręku. Uwalnia mnie to od własnej presji, jaka każe mi przezwyciężać każdy lęk, że jako wierzący chrześcijanin nie powinienem się bać. Boję się i pozwalam mojemu lękowi doprowadzić się do Boga. Wtedy mój lęk doprowadza mnie do głębokiego zaufania, którego nikt już nie będzie mógł mi odebrać. Na gruncie własnego lęku udało mi się przekroczyć własne granice i dojść do Boga. I tam ufając Bogu, jestem bezpieczny.

Święcona woda
Podczas obrzędu kapłan w imieniu Kościoła modli się nad wodą, prosząc Boga, aby przyjął modlitwy ofiarowane Mu za tych, którzy z wiarą i pobożnością będą się nią posługiwali (np. w poświęceniu domu, przy przeżegnaniu się). Ci, którzy używają z wiarą i miłością wody święconej, dzięki modlitwom Kościoła postępują w wierze i pobożności. Woda święcona przypomina nam chrzest i zobowiązanie wobec Boga. Jest ona również znakiem miłosierdzia Bożego, stąd krzepi naszego ducha, skłania do nieustannego nawracania się do Boga i do większego żalu za grzechy. Ilekroć żegnamy się wodą święconą, towarzyszą nam modlitwy całego Kościoła o naszą świętość.

Postawy na Mszy Świętej
Uczestnicy Mszy św. winni zachowywać jednolitą postawę ciała, albowiem jest ona znakiem jed¬ności członków chrześcijańskiej wspólnoty zgromadzonej na sprawowanie świętej liturgii. Poza tym wyraża ona i kształtuje duchowe przeżycia uczestniczących.

Zgodnie z przepisami wydanymi przez Konferencję Episkopatu Polski (Wskazania po ogłoszeniu nowego wydania Ogólnego wprowadzenia do Mszału Rzymskiego z dnia 9 marca 2005 r.), w czasie Mszy św. winniśmy zachowywać postawę stojącą w czasie od wejścia kapłana aż do kolekty włącznie, podczas śpiewu przed Ewange¬lią i w czasie Ewangelii, podczas wyznania wiary i modlitwy powszechnej, od wezwania: Módlcie się, aby... aż do Baranku Boży z wyjątkiem modlitwy epikletycznej i słów przeistoczenia, w czasie modlitwy po Komunii św. i zakończenia Mszy św.

Postawę klęczącą winniśmy zachowywać w czasie modlitwy epikletycznej i przeistoczenia /podniesienia/, (klękamy na epiklezę, a wstajemy przed aklamacją po przeistoczeniu) oraz na słowa: Oto Baranek Boży; Panie, nie jestem godzien. W czasie przyjmowania Komunii św. możemy klęczeć lub stać. Natomiast siedzieć możemy w czasie: czytań i psalmu responsoryjnego, homilii, przygotowania darów, rozdzielania Komunii św. i milczenia po niej. Oczywiście, osoby w starszym wieku, słabe i chore, mogą siedzieć w czasie całej Mszy św. Znak pokoju przekazujemy osobom znajdującym się obok nas przez skłon głowy i słowa: pokój z Tobą, odpowiadamy: amen. Celebrans może podać rękę osobom znajdującym się w prezbiterium. Przechodząc przed Najświętszym Sakramentem utajonym w tabernakulum, przyklękamy na jedno kolano. Gdy Najświętszy Sakrament wystawiony jest do adoracji klękamy na dwa kolana.

Zasadniczą i dominującą postawą podczas Mszy św. jest postawa stojąca. Do końca XVI wieku wszyscy wierni w kościele stali. Nazywano ich „circumstantes” – „stojący dokoła” ołtarza. Dopiero pod wpływem protestantyzmu także do kościołów katolickich wstawiono ławki. Postawa stojąca jest postawą paschalną – wielkanocną, czyli postawą człowieka wyzwolonego, człowieka, który już nie podlega grzechowi. Jest to także postawa gotowości – człowiek, który stoi, w każdej chwili jest gotowy do podjęcia zadań, jakie Pan Bóg mu wyznacza. Postawa klęcząca występuje dopiero od średniowiecza. Jest to postawa pokuty i pokory. Człowiek pada na kolana przed Wszechmogącym Bogiem, ukrytym w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Postawa siedząca jest postawą odpoczynku.


 [1] 

Powrót

Dzisiaj jest

sobota,
23 września 2017

(266. dzień roku)

Zegar

Jestem z wami.

Święta

Sobota, XXIV Tydzień zwykły Rok A, I Wspomnienie św

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Wyszukiwanie

Sonda

Czy modlisz się modlitwą różańcową?

sporadycznie

wcale

codziennie


Licznik

Liczba wyświetleń:
2473984